Raz artysta malarz znany przez miliony uwielbiany swe usługi również świadczył dla modelek... Akty nagie i portrety, a że pies był na kobiety za usługę, którą świadczył brał niewiele.
Przyszła raz modelka zgrabna, bardzo szczupła lecz powabna. -Jak Bóg stworzył mnie namaluj -czyli akt Malarz zabrał się czym prędzej w swoją dłoń chwytając pędzel a modelkę lekko przykrył stertą szmat.
Dni mijały -akt gotowy lecz modelka: Nie ma mowy! Czyżby pan z uroków moich szydził? Pierś za mała, tyłek płaski nie licz pan tu na oklaski pan ma chyba jakąś jaskrę -niedowidzi!
Nogi chude jak zapałki i wypukłe oczne gałki przy tym wielki i garbaty jak sęp nos widać wszystkie moje kości pan mi zrobił to po złości a blond świński no to przecież nie mój włos
-Słuchaj no pani Giaconda tak maluję jak wyglądasz i oddaję to co widzę w każdym calu W twojej głowie chyba pusto, weź paletę, stań przed lustro, -autoportret k..wa sama se namaluj!